Marco
Stałem na lotnisku i czekałem na lot z Warszawy. W związku z weselem Kuby dzisiaj przylatywała moja siostra - a zarazem przyjaciółka Kubusia - Jules z mężem Tomkiem. Pół roku temu pobrali się. Julcia jest już w 5 miesiącu ciąży. postanowili do porodu zamieszkać u mnie
mimo że ich dom znajdował sie dosłownie pare kilometrów stąd. Tomek pracuje całe dnie, a jego biedna małżonka zanudziłaby sie na śmierć gdyby miała 5 dni w tygodniu siedzieć sama cały dzień na tamtym zadupiu. Ja treningi zazwyczaj kończyłem ok południa więc będzie miała przynajmniej towarzystwo :).
Samolot przyleciał 30 minut po przewidywanym czasie lądowania. Grzecznie czekałem na nich w hali przylotów. Nagle zobaczyłem biegnącą siostrzyczke. Widok ciężarnej biegnącej tak szybko jak tylko może przyprawił mnie o atak śmiechu.
- A co to za szczyla ja widze ? - uwiesiła mimsie na szyji, nokautując mnie swoim brzuchem, który był duży jak na 5 miesiąc.
- Oj siostra, bo mnie udusisz - wydyszałem - no troszke Ci sie przytyło :D - wyznałem po przyjżeniu sie jej brzuszkowi.
- Spadaj ! Spójrz na siebie modelu - poczułem łokieć na ramieniu. Jules zawsze była zadziorna, ale ta ciąża tylko pogłębiła te cechy.
- Dobra idźcie po resztę bagaży, a ja zaniose te do samochodu.
Wziąłem 2 walizki i udałem sie w strone samochodu. Idąc z lekka sie zamyśliłem i potknąłem o walizki. Gruchnąłem o beton. Troche mi sie zakręciło w głowie, ale na szczęście sobie chyba nic nie zrobiłem.
- Nic ci nie jest ? - usłyszałem kobiecy głos.
- Nie chyba nic - podniosłem wzrok i ujrzałem śliczną dziewczynę. Stała nade mną i patrzyła na mnie swoimi wielkimi błękitnymi oczami wyrażającymi strach i troskę. Pomogła mi wstać, a ja przyjrzałem się jej bliżej. Miała gęste miodowe włosy do ramion, piegi na twarzy, pełne, idealnie zarysowane usta i te oczy... - Jestem Marco :)
- Kinga - uśmiechnęła sie, widocznie uspokoiłem ją faktem iż moge stać samodzielnie i mówie bez większego problemu - Nie wiedziałam, że ktoś ma więcej walizek ode mnie - uśmiechnęła się spoglądając na walizki.
- A to nie moje. Siostra z mężem przyjechała.
- To pozdrów siostrzyczkę, mam nadzieję, że już sie nie wywalisz nigdzie, bo ja lecę i nie będzie miał kto cie uratować :) To cześć.
- Cześć
- Marco ! Wstydziłbyś sie ! - krzyczała na mnie w żartach siostra.
- Co ja ?
- Na ulicy mu się na flirtowanie zebrało ! Nie zdziwie się jak jutro z brukowca się dowiesz, że będziesz ojcem. Powiesz chociaż jak ta szczęściara ma na imie ?
- Kinga - odparłem zamyślony.
-------------------------------
Przepraszam za masakryczny rozdział 1, ale musiałam od czegoś zacząć. Rozdziały bd dodawać albo w piątki, albo wtorki, zależy jak bd się wyrabiać z nowymi rozdziałami :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz